R.I.P Nikushimi

            Cztery lata. Tyle minęło od wydania przez naszą grupę pierwszych rozdziałów. Założyłyśmy ją totalnie spontanicznie. Wszystko zaczęło się od prostego: „Ej, a może weźmy i zróbmy se własną grupę. Taką, co będzie zjebana po całości. Jak my. Będzie jak w domu.” Było to 30 grudnia 2012 roku. Uznałyśmy, że to wspaniały plan, ale potem był sylwester, więc poszłyśmy się najebać i potrzebowałyśmy tygodnia, żeby przetrzeźwieć. Dlatego działalność rozpoczęłyśmy dopiero 7 stycznia 2013 roku. Po co o tym piszę? Nawet Ivo nie wie dokładnie, kiedy mamy urodziny, więc po co zawracać tym głowę wam?
            Ponieważ ostatnio, równie spontanicznie jak zawsze, uznałyśmy, że przyszła pora na zmiany. Jak widać po stronie, nie mamy już tyle czasu, co kiedyś. Starość odebrała nam możliwość beztroskiego napieprzania tysiąca rozdziałów, a ostatnio dopadła nas życiowa stagnacja i trwamy w takim zawieszeniu już… nawet nie chcę wiedzieć. Nie chcemy jednak porzucać skanlacji, odnajdujemy się w tym siedlisku żalu, więc postanowiłyśmy wrócić na nasz statek-matkę.
            Grupa Nikushimi oficjalnie kończy działalność.
            Ale nie cieszcie się, hejterzy i łowcy projektów, bo wszystkie nasze mangusie odchodzą razem z nami. (Poza 360 Material. Jak ktoś to chce, to niech bierze. Macie moje błogosławieństwo. I Ivo. I psa mojego sąsiada.) Łączymy się z Senchą Project, gdzie zamierzamy wprowadzić trochę nierozgarnięcia i życiowej porażki.
            www.senchaproject.blogspot.com <- Tutej. To nasz stary-nowy dom. Gdyby ktoś chciał podyskutować o gołębiach, zapraszam.
            Wypadałoby podziękować wam za te cztery lata, ale to zostawię Ivo. Niech się do czegoś przyda. Ale pewnie teraz płacze gdzieś w kącie, bo decyzja o zamknięciu grupy była trudniejsza niż wybór tylko jednej rzeczy w sklepie spożywczym.
            Z dzisiejszą aktualką, przez cały ten czas wydałyśmy 232 rozdziały. Zakończyłyśmy 15 projektów (bez oneshotów), jeszcze więcej zaczęłyśmy, a jeszcze milion miałyśmy w planach, ale jak zawsze coś nam nie wyszło. Zapalcie dla nas 232 świeczki i zmówcie 15 zdrowasiek. Niech nam ziemia lekką będzie. [*]


   Azbe kazała podziękować mi za poprzednie cztery lata, wiedząc, że jestem człowiekiem o sercu z kamienia i jakiekolwiek słowa wdzięczności przechodzą mi przez gardło z większą trudnością niż ciepła wódka, aczkolwiek spróbuję. Jesteśmy bardzo wdzięczne wszystkim, którzy chociaż raz zostawili jakieś dobre słowo w komentarzu albo na czacie, bo to głównie dzięki wam miałyśmy motywację do wydawania kolejnych rozdziałów. Dziękujemy również wszystkim, którzy należeli do grupy lub chcieli do niej należeć, ale nie przebrnęli przez nasze mordercze testy.   Ogromne podziękowania także dla wszystkich grup, które z nami współpracowały. Głównie za to, że z nami wytrzymywali, co proste nie jest. Senchy za to nie dziękujemy, to ona powinna dziękować nam. Dziękujemy też tym, którzy co prawda komentarzy nie zostawiali, ale nabijali nam liczbę wejść na stronę. To też się liczy. 
No i nie wiem komu jeszcze powinnyśmy dziękować, więc podziękuję każdemu, kto to czyta. W końcu przynajmniej wszedł na stronę.
Nie wiem co jeszcze dodać, Azbe właściwie wszystko już powiedziała. Mogę jedynie zwrócić waszą uwagę na piękny obrazek, który kompozycją i treścią miał nawiązywać do starych, dobrych czasów, kiedy to na naszych stołach gościły płatki, w sercach Radziu, a my miałyśmy na tyle dużo weny i chęci do życia, żeby do każdej aktualki tworzyć własne obrazki i pisać elaboraty na milion słów. 

Nikushimi nie odchodzi w niebyt bez ostatnich rozdziałów. Uznałyśmy, że narobiłyśmy tyle żalu przez ostatnie cztery lata, że przynajmniej odejść musimy z godnością. Dlatego spięłyśmy dupska i zakończyłyśmy parę rzeczy. Jedną, która była z nami od zawsze, jedną przeklętą i jedną... no, której niewiele do końca brakowało.



Nana

Paperweight Eye
KONIEC

Tsuki no Shizumu Made
KONIEC



Azbe&Ivo

I tak nie ogarnę


Uszanowanko! W końcu udało nam się pokonać wszelkie przeciwności losu i oto jest - długo wyczekiwana aktualka. Przynajmniej przez nas, bo czułyśmy się już jak żale do kwadratu. Generalnie to odpowiedzialność za żal zwalam na Ivo, Ivo spłoń w piekle, pozdrawiam. A jak nie chcesz, to proszę, spal swój wybuchający komputer, bo inaczej ja spalę cię razem z nim. I będę wpatrywać się w ten bluescreenowy stos z prawdziwą przyjemnością.


Jako że przypadła moja kolej na pisanie aktualki (AZBE-TERAZ-TY-PISZESZ-JA-PISAŁAM-OSTATNIO-BLOBLOBLBLO), postanowiłam podzielić się moimi przeżyciami związanymi z Naną. Czyli tym, że nie mam pojęcia o czym jest ta manga. Po tym, jak setny raz zapytałam Ivo, "ej, a ten to kto", a ona odpowiadała "to Nana", a ja mówiłam "ale przecież to jest Nana", a ona robiła "bo to też jest Nana", zmowtywowana Ivo postanowiła zrobić planszę, którą widać powyżej. Chociaż te strzałki wyglądają bardziej, jakbym to ja je rysowała. No cóż. Plansza trochę mi rozjaśniła obraz sytuacji, utwierdzając mnie w przekonaniu, że po prostu nie chcę tego ogarniać. Ale Ivo wydaje się całkiem dumna ze swojej twórczości, więc okej. Chociaż nie wiem, dlaczego niektóre strzałki z dupy zmieniają kolor. Ale lepiej się w to nie zagłębiać.

Kolejna sprawa, tym razem SZOKUJĄCA. Ostatnio dołączyła do nas nowa edytorka, Arisa67. Mamy nowego członka ekipy. Zaraz skleci się piękny avatar i dorzuci na ścianę chwały w zakładce "Ekipa" i będzie piknie  Mamy nadzieję, że wytrzyma z nami dłużej niż przeciętny nowy rekrut, bo niewielu śmiałków się przy nas ostało. Wiemy, że ssiemy, ale nie trzeba od nas uciekać. [*]

Ale wracamy w wielkim stylu, ze stoma (tak naprawdę to nie) rozdziałami. I mamy nadzieję (ja mam, bo Ivo to pedał), że uda nam się wydawać coś trochę regularniej, skoro Ivo (wciąż pedał) ma nowego kompa, który śmiga jak szalony. Nie płonie już przy samym urochomieniu i nie wita jej trzema bluescreenami pod rząd. Póki co.

A co dzisiaj dla was mamy? Ohohohoh. To dopiero szaleństwo. Po roku (ponad) wychodzą kolejne rozdziały mangi o gołębiach, czyli mojego ulubionego projektu. Tak, mowa o Hatoful Boyfriend. Brawa dla gołębi. Jest też Nana. Hm. Do której Nany odnosi się tytuł? Do obu? Czy któraś Nana jest bardziej główną Naną? A może tak naprawdę nie ma żadnej Nany, a to wszystko tylko halucynacje z niedożywienia? I Kyou no Kira-kun, a nawet, kurczę, kilka, bo mam zamiar nadgonić ten projekt. I jeszcze różne szmery bajery, bo tak. Okej, znudziło mi się już pisanie, więc zarzucam rozdziały:

Hatoful Boyfriend

Hayabusa - Sanada Dengekichou

Kigurumi Boueitai

Kyou no Kira-kun

Nana

Jest tego sporo. Jak na nas to szalenie sporo. Pozdro też dla Alpaki, bo typnęła krowy i Hayabusy, więc propsy. Dla Geja Eli, bo robiła korektę Kiry, więc ja nie musiałam się męczyć. Dla Kotorin, która w sumie zrobiła edycję do 7/8 rozdziałów z tej aktualki. I pozdrawiam też moją mamę, która była ze mną i wspierała mnie w trudnych momentach. A tak naprawdę to nie. Powiedziała mi, że nie mogę zostać rakietą ziemia-powietrze i mam zrobić coś ze swoim życiem. Więc zostałam żalem.

AZBE